Pałac może i był bardzo piękny, ale z każdym krokiem czułam się bardzo niepewnie. Kim była owa Królowa Elei? Mam kłamać i wciskać jej tą samą historyjkę, co Nii? Nie, czuję, że nawet Nia nie dała się do końca nabrać, a co dopiero Królowa? Przeczuwałam, że władczyni może się okazać twardym orzechem do zgryzienia. Próbowałam wymyśleć jakąś wiarygodną opowieść o tym, że pochodzę z dalekiej krainy i się zgubiłam. Ale szybko odrzuciłam ten pomysł. Nie znam tutejszych terenów, łatwo mogę zniszczyć całą opowieść jednym szczegółem. Nie, została jeszcze jedna, jedyna opcja. Muszę powiedzieć prawdę.
Ale kto mi uwierzy? Mam powiedzieć, że nagle znalazłam się tutaj i nie do końca wiem kim jestem? Cóż, a co innego mi zostało? A może jednak powinnam skłamać? W końcu mogę udawać upośledzoną, która nie wie nawet do końca gdzie mieszka...
- Już prawie jesteśmy. Jeszcze musimy wspiąć się na Jasną Górę, a jest raczej stroma, więc lepiej otrząśnij się ze swoich przemyśleń i uważaj pod nogi - głos Nii wyrawał mnie z zamyślenia.
Potrząsnęłam głową, ale nie pomogło mi to w uwolnieniu się od ponurych myśli, które wciąż nawiedzały mój zmęczony już umysł. Droga wiodła krętą ścieżką. Wchodziłyśmy od najabrdziej łagodnej strony, halsując po zboczu. Góra z doły wydawała się o wiele mniejsza, alebo droga pod górkę poprostu tak mi się dłużyła. A może i jedno i drugie. Pomimo przestrogi Nii wciąż się zamyślałam aż w końcu podknęłam się o kamień i stoczyłam parę metrów w dół. Na szczęście tylko lekko zdarłam sobie kolano. Nia skomentowała to znaczącym spojrzeniem, ale nic nie powiedziała.
Dopiero na szczycie naprawdę zdałam sobie z ogromu zamku i otaczających go terenów. Całą górną powierzchnię Jasnej Góry - jak nazwała ją Nia - zajmowały pola uprawne i ogrody pałacowe. A w samym centrum wznosił się zamek. Biały marmur lśnił w słońcu tak mocno, że aż bolały oczy. Smukłe wieżyczki sterczały w każdym rogu, a iglice wieńczące każdą z nich zdawały się być wykonane ze srebra. Gdzieniegdzie, zdawało się, że w zupełnie przypadkowych miejscach, porozmieszczano okna. Każde z kolorowymi witrażami przedstawiającymi krajobrazy jakieś nieznane mi osoby.
Dookoła pałacu krzątali się ludzie. Dopiero wtedy zauważyłam skupiska domków, w których zapewnie mieszkali służący oraz poddani Królowej Elei. Wszyscy ubrani byli w zwiewne, różnokolorowe tuniki, tak samo jak Nia. I również tak samo jak ona mieli delikatną, elfią urodę. Zdawali się sprawiać wrażenie szczęśliwych, gdzieniegdzie rozlegały się śmiechy lub entuzjastyczne rozmowy. Żaden z mieszkańców miasta zdawał się nie zwracać na mnie uwagi. A to ciekawe, bo byłam całkowicie przekonana, że kompletnie nie pasuję do tego miejsca.
- No, napatrzyłaś się już? - spytała Nia stawając obok mnie.
Zastanawiałam się czemu kobieta traktuje mnie tak oschle. Może mi nie ufała, albo nie lubiła swojej pracy sprowadzania wędrowców do pałacu. A może poprostu była taką osobą. Nie wiadomo, nie mo co się nad tym zastanawiać.
Wiedziałam, że mam teraz ważniejsze zmartwienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz